•Artykułów• : 211
•Odsłon• : 2640005
Francuski ślad
FRANCUSKI ŚLAD
W czasie przeglądania zasobów bibliotek cyfrowych natknąłem się na informacje dotyczące francuskich oficerów, którzy przebywali – byli „goszczeni” w Dulsku.
W pierwszej, XIX – wiecznej historii nasi poprzednicy oraz ich sąsiedzi nie mieli jakiegokolwiek wpływu na obecność „gościa” i byli uznani za barbarzyńców nieznających obowiązków spoczywających na „gospodarzach”.
W drugiej, ale już XX - wiecznej historii, to właśnie mieszkańcy Dulska z własnej woli pełnili pierwszoplanową rolę gospodarza wobec francuskiego oficera i z tego obowiązku wywiązali się wzorowo.
W toku wojen napoleońskich przez ziemię dobrzyńską przemierzały oddziały francuskie, które po wygranej kampanii 1806 w Prusach przemieszczały się w kierunku Warszawy. Szlakiem z Poznania przez Toruń i w kierunku ziemi mazowieckiej maszerował 3 korpus pod dowództwem marszałka Davousta.
Terenu naszych przodków nie traktowano jako ziemie sprzymierzonych, a tylko jako źródło prowiantu i miejsc postoju. Traktowano nasz kraj jako nieprzyjacielski, nakładano na ludność liczne kontrybucje i prowadzono rekwizycje.
Według „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”, w 1806 roku w Dulsku kilka dni stacjonował marszałek Davoust. W raporcie do Napoleona pisał: Kraj jest okropny. Aby żyć, trzeba będzie zmieniać postój, co 24 godziny. Domy tutejsze to nory niedźwiedzi zamieszkałe przez barbarzyńców. Znaleźć nie można ani ziarnka owsa, konie i żołnierze są wyczerpani z głodu i trudów, odrobina siana na pół zgniła… .
Marszałek Louis Nicolas Davoust (1770-1823) pochodził ze starej szlacheckiej rodziny burgundzkiej. Marszałek był najwierniejszym żołnierzem Napoleona i jako jeden z nielicznych nie zdradził go w 1814 roku i jako jedyny nie uznał Burbonów. W swej najlepszej dyspozycji strategicznej znajdował się w czasie bitew pod Auerstaedt i Eckmuhl, dzięki czemu otrzymał od cesarza tytuły księcia Auerstaedt i Eckmuhl. Był to człowiek zimny, twardy, wielki rygorysta, uparty i najzupełniej nieprzekupny. Łączył w sobie bezustanną dbałość o żołnierzy, którzy kochali go, lecz bali się go jak ognia, z nielitościwą surowością w stosunku do swoich oficerów, szczególnie pułkowników, gdy zaś został marszałkiem, do generałów, którzy nienawidzili go z całej duszy. Tu trzeba wyjaśnić, dlaczego żołnierze „kochali go, lecz bali się jak ognia”. Bali się, albowiem za najmniejszy objaw braku dyscypliny, nie mówiąc już o rabunku i gwałcie, dostawało się w korpusie Davouta na pożegnanie kilka gramów ołowiu w głowę. A kochali, dlatego, że był to jedyny korpus, w którym nigdy nie brakowało ani jednego sanitariusza czy kuchni polowej.
Nieprzychylna nam opinia została wyrażona przez bywalca paryskich salonów. Człowieka obytego w świecie, ale nieznającego realiów wsi dobrzyńskiej. Na pewno, nasze biedne wsie nie zasługiwały na miano ziemi barbarzyńców. Krótkie jesienne dni, długie listopadowe i grudniowe noce oraz plucha i fatalny stan rozmiękłych dróg mogły być przyczyną wyostrzenia negatywnych opinii, lecz nazwanie domów norami to już była przesada.
Były to typowe dla całej ziemi dobrzyńskiej chałupy z drewna i kryte słomianymi dachami. Budynki te były własnością dworu. Przeważały domostwa niewielkie, składające się z dwóch izb, zwykle z kominami murowanymi, ale też drewnianymi oblepionymi gliną
Stacjonował, czyli przebywał kilka dni, ale gdzie? Najpewniej tylko i wyłącznie u dziedzica dóbr Dulska - Józefa Wysockiego, zajmującego stanowisko pod prefekta powiatu lipnowskiego.
Marszałek Davout dowodził 3 korpusem, czyli związkiem taktycznym w sile kilkunastu tysięcy żołnierzy, w tym trzema dywizjami piechoty i jedną brygadą jazdy lekkokonnej. Na początku XIX wieku mało, która kraina historyczna na polskich terenach, a nawet na europejskiej scenie działań wojennych, była w stanie bez problemów wyżywić i zakwaterować tak znaczny oddział, który oprócz żołnierzy posiadał przecież i kilka tysięcy koni do nakarmienia.
Druga historia przenosi nas do lat czterdziestych XX wieku. I tym razem ponownie pojawia się temat zawieruchy wojennej. Jakże innej, bardziej niebezpiecznej dla naszych poprzedników i ich sąsiadów, z terrorem faszystowskiego okupanta, na co dzień.
W książce Mirosława Krajeńskiego „Kujawy wschodnie i ziemia dobrzyńska w latach okupacji hitlerowskiej 1939-1945” znalazłem informację, że na terenie Dulska ukrywano oficera francuskiego zbiegłego z niewoli niemieckiej.
Latem 1943 roku żołnierze komendy rejonu Armii Krajowej w Dobrzyniu n/Drwęcą (należała do niej bohaterka naszego artykułu „Wzbogacajmy archiwa”) w oparciu o placówki w Dulsku oraz Płonnym wykonali dwie akcje mające na celu ochranianie, a także ukrycie zbiegłych z niewoli niemieckiej jeńców wojennych. Jedna z tych akcji dotyczyła francuskiego oficera, który zbiegł z oflagu. Umieszczono go w gospodarstwie rolnym w Dulsku i tam ukrywano. Po jakimś czasie, zarówno ukrywani w Marianowie (Płonne) jeńcy angielscy jak i francuski oficer z Dulska, zostali przerzuceni na następną kwaterę w rejon Nowej Wsi, gm. Chrostkowo. Przy przerzutach jeńców wydatnej pomocy udzielił dr Antoni Sarzyński, który znał biegle kilka języków, w tym także język angielski. Autor nie podaje szczegółów tej akcji. Nie znamy nazwiska francuskiego oficera, numeru oflagu oraz jego dalszych losów. Nie wiemy, kto z mieszkańców Dulska należał do placówki AK, a przede wszystkim, kto udzielił schronienia w swoim gospodarstwie?
Wiemy na pewno, iż byli to odważni mieszkańcy Dulska, którzy musieli mieć świadomość grożącemu im niebezpieczeństwom. Przecież kilka miesięcy wcześniej podobne akcje we wsiach powiatu rypińskiego zakończone zostały niepowodzeniem, czyli ujawnieniem faktu ukrywania zbiegłych żołnierzy oraz partyzantów. W celu zastraszenia ludności, nie tylko gospodarze, ale ich całe rodziny zostali rozstrzelani przez hitlerowskich żołnierzy. Powyższe zdarzenia były celowo nagłaśniane przez okupanta i szeroko komentowane przez miejscową ludność.
Jednego jestem pewien, że mieszkaniec – mieszkańcy Dulska pełniąc rolę „gospodarza” w podejmowaniu „gościa” wykonali ją wzorowo tym bardziej, że działali z narażeniem życia zarówno własnego jak i członków swoich rodzin. Z tego powodu opisana akcja nie ujrzała światła dziennego w latach powojennych, gdyż w celu ochrony własnych rodzin musiało wiedzieć o niej bardzo wąskie grono osób.
Osobiście liczę na to, że historia francuskiego oficera znajdzie zakończenie i poznamy przynajmniej nazwisko lub nazwiska osób – bohaterów Dulska. A może żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń i podzielą się z nami szczegółami? W imieniu całej społeczności lokalnej bylibyśmy za to ogromnie wdzięczni.
Trzebusz, 21.02.2010r., Redaktor
Źródła:
- „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”, wyd.1880-1914, T. 11,
- „Cesarski poker”, Waldemar Łysiak, Warszawa 1978,
- „Kujawy wschodnie i ziemia dobrzyńska latach okupacji hitlerowskiej, 1939-1945” Mirosław Krajewski, Włocławek 2002,
- „Strzygi w ziemi dobrzyńskiej” Piotr Gałkowski i Kazimierz Grążawski, UG Osiek 2006,