•Artykułów• : 211
•Odsłon• : 2640413
Dorośli dzieciom zgotowali ten los
DOROŚLI DZIECKU ZGOTOWALI TEN LOS…
Dotychczas dużo napisano, a i obecnie mówi się na temat hitlerowskich obozów koncentracyjnych na ziemiach polskich. Ostatnie wydarzenia na terenie obozu w Oświęcimiu z udziałem prawie sąsiadów naszych krewnych (mieszkańcy Czerniejewic k/Torunia) dowodzą, że nie możemy zaprzestać rozmów o mrocznych czasach ubiegłego wieku.
Nasi reprezentanci środowiska pedagogicznego - nauczyciele historii, języka polskiego do boju! Macie jeszcze wiele do zrobienia!
Okazało się, iż wyrosło nowe pokolenie analfabetów, dla których Oświęcim-Brzezinka to teren taki sam jak plac budowy, tylko z większą ilością baraków, gdzie jak coś potrzebujesz to po prostu zabierasz ze sobą.
Niniejszym artykułem chcę przypomnieć o obozie zapomnianym przez obecne media, szczególnym miejscu kaźni stworzonej przez niemieckiego okupanta, obozie dla dzieci i młodzieży w Łodzi przy ulicy Przemysłowej.
Poznałem historię młodego człowieka, którego mogli znać nasi krewni z Dulska, a który to nastolatek zginął właśnie w tym obozie w 1944 r. O jego obozowych losach dowiedziałem się niedawno w toku poszukiwań śladów naszych powinowatych. Do dnia dzisiejszego, według oficjalnej wersji, historia jego krótkiego życia kończyła się w 1942 r. na drodze z Golubia do Wąbrzeźna, gdzie miał być rzekomo zastrzelony przez hitlerowców.
Dziecko istota bezbronna, ufająca w naszą - dorosłych mądrość i opiekuńczość, dla nas najważniejsza, ale w ogóle nie liczyła się dla oprawców w hitlerowskich mundurach.
Jesienią 1942 r. zgodnie z rozkazem Reichsfeuhrera SS utworzono obóz koncentracyjny w Łodzi. Obóz dla małoletnich Polaków w Łodzi znajdował się w rejonie ulic: Przemysłowej, Górniczej, Brackiej i Plater. Urzędowa nazwa obozu: Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt – prewencyjny obóz policji bezpieczeństwa dla młodzieży polskiej w Łodzi, stworzona została na użytek zewnętrzny i pozorowała, że obóz miał charakter zapobiegawczy i, że chodziło o wychowanie dzieci. Rzeczywistość była jednak inna.
To miejsce miało charakter wyniszczający, a regulaminem oraz warunkami bytowania niczym nie różniło się od obozów koncentracyjnych dla dorosłych, z tym, że wyżywienie w obozie łódzkim było gorsze. Zastosowano w nim najtańszy i niewymagający nakładów inwestycyjnych środek skutecznego wyniszczenia – głód.
Obóz stanowił obiekt zamknięty. Ze wszystkich stron otaczało go getto żydowskie. Jedynie od strony bramy głównej przy ul. Przemysłowej łączył się z miastem. Był opasany płotem i trzymetrowym, wysokim murem, zakończonym zasiekami z kolczastego drutu. W rogach ogrodzenia stały wieże strażnicze z reflektorami i karabinami maszynowymi. Obóz miał plac apelowy, bloki i baraki dla więźniów, blok karny i karcer. Teren był podzielony na dwie części – chłopięcą i dziewczęcą, w których więziono młodzież od ósmego do szesnastego roku życia. Na terenie przeznaczonym dla dziewcząt więziono także dzieci w wieku od 2 do 8 lat.
Zwykły dzień w obozie rozpoczynał się o 6 rano a kończył o 22.00. Dzieci szyły na potrzeby Wehrmachtu chlebaki, tornistry, żołnierskie pasy, wyplatały ze słomy maty i kosze. Robiły też i naprawiały obuwie z filcu. Pracowały w warsztatach iglarskich, gdzie prostowały igły tkackie, przy kopaniu rowów i walcowaniu dróg. Miejsce dziewcząt było w pralni, szwalni i kuchni.
Do obozu kierowano dzieci i młodzież za różne drobne przewinienia wobec okupanta oraz dzieci bezdomne i pozbawione opieki wskutek aresztowania ich rodziców. Głód, ciężka praca fizyczna ponad siły, fatalne warunki sanitarne, brutalne i sadystyczne traktowanie młodocianych więźniów powodowały wysoką śmiertelność. Racje żywnościowe były głodowe. Na śniadanie podawano pajdkę chleba i pół litra czarnej, gorzkiej kawy, od czasu do czasu posłodzonej sacharyną. Trzy razy w miesiącu dzieci otrzymywały łyżkę marmolady buraczanej lub psującego się twarogu. Mleka, mięsa, wędlin i tłuszczu nie było nigdy. Obiad stanowiło ¾ litra wodnistej zupy z brukwi, liści kapusty lub buraków – zwykle bez ziemniaków.
Właśnie do takiego mrocznego miejsca wypełnionego atmosferą strachu i nienawiści, sponiewierania ludzkiej godności, do świata zbrodni trafił Henryk Kadziński – mieszkaniec Dulska.
Gdzie Dulsk, a gdzie Łódź, jak tam trafił i jakie to wielkie przestępstwo przeciwko III Rzeszy popełnił trzynastoletni Heniu – mieszkaniec Dulska?
Henryk Kadziński urodził się 2 września 1929 r. w Dulsku. Był wychowywany tylko przez macochę. Tak jak prawie każdy nastolatek marzył o spokojnym i pełnym ciepła domu, domu gdzie mógł najeść się do syta. W rodzinnym domu nie przelewało się, a młodemu człowiekowi było trudno zrozumieć realia otaczającego go świata. Zaniedbany, chodził głodny, kradł - aby żyć.
Panowała wówczas ciemna noc okupacyjnej rzeczywistości, gdzie Polak był uważany za gorszy gatunek rasy ludzkiej, a wręcz przedmiot, który po wyeksploatowaniu można było oddać na złom. Zapewne tego nasz bohater nie wiedział, gdyż nawet wielu dorosłych nie mogło ogarnąć otaczającej ich fali bezprawia w wykonaniu żołnierzy w hitlerowskich mundurach.
Pewnego dnia, późną jesienią 1942 r., Heniu Kadziński udał się pieszo do Dobrzynia w poszukiwaniu żywności, a może i dziecięcych atrakcji. Jak trafił do golubskiej piekarni możemy tylko domniemywać, był głodny i szukał jakiejkolwiek żywności?
Tam przywłaszczył sobie bułkę i został zatrzymany na gorącym uczynku przez właściciela, którym był nota bene Polak, ale folksdojcz współpracujący z Niemcami. Oddany do golubskiej siedziby żandarmerii niemieckiej został demonstracyjnie przywiązany do motocykla i wleczony z rynku golubskiego w rejon Podzamku. Następnie dostarczono go do Wąbrzeźna, skąd trafił do łódzkiego obozu. Jeszcze tego samego dnia, w celu zastraszenia mieszkańców, rozgłoszono plotkę o rzekomej śmierci Henia, który to miał być zastrzelony na drodze prowadzącej do Wąbrzeźna. I taka informacja funkcjonuje do dnia dzisiejszego wśród najstarszych mieszkańców Golubia-Dobrzynia oraz Dulska.
Bezwzględnie odrzucam ewentualne skojarzenia, iż opisani wyżej hitlerowcy nie byli aż tacy źli. Darowali mu życie? Nie, zabili ale nie od razu, bo działali w systemie, który zakładał wykorzystanie młodego Polaka jako darmowej siły roboczej. Przecież Heniu przed swoja śmiercią musiał jeszcze szyć chlebaki, pasy bądź wyplatać słomiane kosze lub maty. Tańszej siły roboczej niż dzieci już nie znano.
Heniu Kadziński zmarł 18 lutego 1944 r., jak podano w obozowej dokumentacji, na zapalenie płuc. U wielu dzieci wpisano tę chorobę jako przyczynę śmierci. Niedożywienie połączone z ciągłym przemęczeniem i przeziębieniem organizmu sprzyjało tego typu zachorowaniom. A może strażniczka tegoż obozu przyczyniła się do śmierci naszego bohatera? Przecież to właśnie Sodomia Bayer – ta wyjątkowa sadystkalubowała się w wywlekaniu chorych dzieci na śnieg i polewaniu ich zimną wodą, w wyniku, czego ofiary umierały. Nie miała litości nawet nad najmłodszymi więźniami. Kazała je chłostać, bić, kopać, pozbawiała posiłków.
Pomimo wszystkich okoliczności usprawiedliwiających młodego człowieka, incydent w piekarni nie daje podstawy do stawiania go jako przykład dla obecnego pokolenia nastolatków. Nie poddając się łatwej pokusie osądu jest mi bliżej do negacji wszystkich pobudek, którymi kierował się właściciel piekarni. Powiadamiając hitlerowców postąpił haniebnie. Zachowanie Henia pozostawiam czytelnikowi do indywidualnej oceny.
Osobiście uważam, że złożoność tej sytuacji wymagała wówczas pochylenia się nad tym młodym człowiekiem i wyciągnięcia ręki w celu udzielenia pomocy. Tak się nie stało, wielka szkoda, że Heniu nie spotkał na swojej drodze przyjaznej duszy.
Szkoda życia młodego człowieka, który w obecnych czasach mógłby liczyć na wsparcie wielu osób, a już na pewno instytucji do tego powołanych.
Trzebusz, 12.02.2010 r. , Redaktor
Źródła:
1. „Hitlerowski obóz koncentracyjny dla małoletnich w Łodzi”, Józef Witkowski, wyd. Wrocław 1975, str. 300 i 325,
2. Artykuł Katarzyny Będzińskiej „Dorośli dzieciom zgotowali ten los…” zamieszczony na stronie www.sp81.edu.lodz.pl,
3. Artykuł „Bohaterowie Dulska” zamieszczony na internetowej stronie parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Dulsku, www.parafiadulsk.livenet.pl